Życie na różowo

jest Brak komentarzy

Życie na różowo - Katarzyna Kądziela. O burzy po okładce Wysokich Obcasów z koszulkami "Aborcja jest ok"

Internety rozgrzały się do czerwoności z powodu okładki tygodnika. Cóż tak wzburzyło Internety? Zdjęcie pokazujące ohydną przemoc? Pornografia? Premier składający kwiaty na grobie morderców i kolaborantów? 

Skąd, opinia publiczna rozgrzała się w gniewie na trzy kompletnie ubrane, miło uśmiechnięte kobiety stojące obok siebie na tle różowej ścianki. Tyle że na ich białych koszulkach wypisano straszne, obrazoburcze, podważające smak i styl, zagrażające moralności i bytowi narodu, potworne hasło. „Aborcja jest ok.” Nie „aborcja jest super”, nie „aborcja jest szczęściem”, „aborcja jest rozrywką intelektualną” albo chociaż „aborcja = antykoncepcja”. Zwyczajne, proste „Aborcja jest ok”.

Nawet jeśli pomyślę, że nie wszyscy użytkownicy Facebooka znają na tyle język angielski, żeby wszystko od razu rozumieć – co jak sądzę przyszło też do głowy Agnieszce Ziółkowskiej, która łagodnie próbowała tłumaczyć: „‘Aborcja jest OK’: sformułowanie OK (Oll Korrect) znaczy ‘acceptable’ w kontraście do ‘bad’, ‘satisfactory but not especially good’, ‘permissible’, ‘allowable’. Logicznie równa się więc ‘not bad’, ‘nothing wrong’ – to i tak nagonka na okładkę mnie zdumiała.

Uśmiechnięte dziewczyny zaatakowane zostały z prawa (co może i zrozumiałe) i z lewa – co budzić musi zdumienie. Choćby dlatego, że ci z prawa na słowo ‘aborcja’ dostają szczękościsku, toczą pianę i wrzeszczą ‘morderczynie’, zaś ci z lewa na ogół skłonni są przynajmniej oceniać treść po jej przeczytaniu. A tu rzucili się na dziewczyny z okładki zanim numer „WO” się ukazał. Podobno przestraszona hejtem wicenaczelna „Obcasów” już się ‘ustosunkowała’. Atakują liberałowie, bo „drastyczne”, atakują klerykałowie, bo „boska obraza”, atakują „zwolennicy”, a co gorsza „zwolenniczki” „prawa wyboru”. Za swoisty rekord w tej kategorii uważam wypowiedź jednej z „obrończyń prawa wyboru”, która stwierdziła, że przez tę okładkę uchwalenie nowej ustawy (rozumiem: dającej prawo wyboru) się oddala. Ten ostatni argument wprawił mnie już nie w zdumienie, ale po prostu zdał się całkowicie niepojęty.

Ponieważ mam trochę dosyć powtarzania, że aborcja jest medyczną procedurą, czasem (często) ratującą życie kobiet, więc powinna być legalna, dostępna i bezpieczna, wpadłam na pomysł, że zwolennicy „prawa wyboru” po prostu nie lubią różu. Kolor jak kolor. Ja też wolę smoliście czarny, ale żeby „różowa pomroczność” przysłoniła tylu ludziom ich własne poglądy? Przecież słyszałam ich własne słowa, jeszcze niedawno. Wołały i wołali „nie wolno oceniać”. „Każda kobieta ma prawo dokonywać wyboru dotyczącego jej samej”. A niektóre ze zgorszonych przeciwniczek okładki widywałam nawet z hasłami „chcemy wyboru, nie katoterroru”. Co prawda może i hasło na różowym tle wypisane nie było, ale jednak chyba coś dla nich znaczyło. Chyba?

Dlatego ja, zwolenniczka myślenia, od zawsze przekonana, że ocenianie po okładce nie najlepiej świadczy o oceniającym, głęboko przekonana, że poglądy albo się ma, albo tylko nosi na tabliczce, z tego miejsca gorąco dziękuję dziewczynom z okładki. Po pierwsze, za to, co robią dla wolności kobiet nie od dzisiaj (o tym dyskutanci i dyskutantki jakoś nie pomyśleli). Po drugie za odwagę „bycia twarzą” odkłamującą męty-smęty mitu o aborcji jako o „klęsce kobiety”, aborcji jako „złu koniecznym”, aborcji czyli „nieszczęściu” i traumie. I daję im swoje absolutne przyzwolenie do życia i wypowiedzi na takim kolorze tła, jaki sobie wybiorą.

Wiem, że patrząc na nie, jakaś młodsza lub starsza kobieta, moja siostra, Polka – upodlona „wycieczką” do Słowacji, Czech czy Niemiec, zaszczuta i złamana – pomyśli: dziękuję. dziewczyny. Już jakoś lepiej. Będzie dobrze, bo jesteście ze mną. Nie jestem sama. Mogę i chcę żyć tak, jak uważam za słuszne, właściwe, dobre. To była moja suwerenna decyzja. I podniesie głowę. I będzie żyć dalej bez lęku i wstydu. Na różowo.

Katarzyna Kądziela