Rocznica śmierci Gabriela Narutowicza

jest Brak komentarzy
Kolejna rocznica śmierci pierwszego Prezydenta odrodzonej Polski. Smutna, prawie niedostrzegana rocznica. Prawie zapomniany prezydent. Choć to on był tym pierwszym po latach niewoli. Po latach bez własnego państwa, latach zaborów, powstań, walki o przywrócenie Polski do życia i wolności.
Katarzyna Kądziela składa wieniec z szarfą: Prezydentowi Gabrielowi Narutowiczowi – obywatelki i obywatele

Narutowicz był z tego pokolenia, któremu udało się tej wyczekanej, wywalczonej, upragnionej Polski dożyć. I jak wielu z tego pokolenia porzucił wygodne życie by tej nowej, biednej, scalonej choć wciąż podzielonej ojczyźnie służyć. I to ta Polska, o której marzył go zamordowała. Bo morderca był Polakiem i jak sam o sobie mówił, prawdziwym Polakiem i patriotą, a mordu dokonał w imię obłędnej, fanatycznej wizji szczęścia Polski i Polaków.

Dzisiaj trzeba przypominać, że ręką mordercy kierowało wtedy to samo, co teraz odbiera nam wolność. Fanatyzm religijny i polityczny, antysemityzm, ksenofobia i nienawiść, pogarda i wściekłość kierowana przeciw każdemu, kto jest inny. Albo kogo, jako innego, czyli wrogiego – wskaże przywódca.

I jeśli dzisiaj postać Prezydenta Narutowicza jest mi szczególnie bliska, to właśnie dlatego, że odważył się temu wszystkiemu przeciwstawić. Nie musiał. Mógł wybrać spokój, rodzinę, dostatnie życie uznanego naukowca. Wybrał służbę wartościom i ojczyźnie. Takiej jaką kochał i chciał widzieć – Polskę znowu żywą, otwartą i przyjazną dla wszystkich obywatelek i obywateli. Zabił go jeden człowiek, którego czyn jest tak wstrętny, że nazwiska nie warto pamiętać, ale z mordu cieszyło się wielu. I choć jego zbrodnia została ukarana zgodnie z prawem, to to, co go do zbrodni popchnęło nadal i z coraz większą siłą pustoszy nasze życie i pozostaje bezkarne.

Kiedy idę Traktem Królewskim mijam pomnik kardynała Wyszyńskiego, a potem pomnik Dmowskiego i nie mijam pomnika Daszyńskiego, bo go tutaj (ani gdzie indziej w Warszawie nie ma) jest mi wstyd. A kiedy składam 16 grudnia kwiaty pod pomnikiem Prezydenta Narutowicza, na placu jego imienia, ciągle pytam dlaczego ten pomnik jest tak dokładnie schowany w krzakach, że dostrzec go mogą tylko ci, którzy wiedzą, że tu jest i chcą go zobaczyć. Zaś Dmowski, twórca i patron mordu z góry zuchwale pozdrawia plugawiące barwy narodowe marsze żądnej mordu fanatycznej tłuszczy. Oni – na razie – zadowalają się opluwaniem i biciem ludzi – kto wie czy jutro z ich szeregów nie wyjdzie następny morderca. Obyśmy potrafiły i potrafili temu zapobiec.