Dam Ci ja nowy feminizm… – Beata Piskadło

jest Brak komentarzy
Przedstawiamy tekst wyróżniony w konkursie „Mój feminizm wczoraj, dzisiaj, jutro”.

Długą drogę przeszłam od niewidzenia i nieakceptowania swojego ciała do chęci pokochania go. Takie to teraz wszechobecne: „Pokochaj ciało, zaakceptuj je!”.

Gdzieś w samym środku Norwegii, w górskiej dolinie, doświadczyłam dziś mocnego flashback’u z dzieciństwa. Siedziałam w saunie, na w pół medytując, na wpół rozmyślając o konstrukcji tego małego, lekko klaustrofobicznego pomieszczonka. Po kilku minutach weszły dwie nastolatki- 13/14 lat: jedna, można by powiedzieć, że duża, czy grubsza, szczelnie opatulona ręcznikiem, zgarbiona, ramiona jakby chciały zamknąć, przymknąć jej ciało, zakryć je- brzuch, piersi…i ta druga: szczupła, smukła, wyprostowana, niedbale trzymająca ręcznik, który i tak z niej spadał. Kiedy usiadła obok, tak naturalnie i frywolnie rozłożyła nogi, tak jak robią to chłopaki, ręcznik zsunął się do pośladków, siedziała tak jakby było jej najswobodniej i najnormalniej w świecie. Zaimponowała mi, zazdrościłam jej. Ta pierwsza dziewczynka z lękliwością zerkała to na mnie, to na koleżankę, zaciskając ręcznik i nogi… Tak bardzo przypominała mi mnie, gdy byłam w jej wieku. Tak mocno poczułam jej zagubienie i skrępowanie, bo tak doskonale je znam.

Wyobraziłam sobie jaką drogę przejdzie każda z nich, jakimi kobietami się staną i jak będzie wyglądała ich relacja z własnymi ciałami…Jako dzieciak w ogóle nie zastanawiałam się nad tym jakie jest moje ciało. Po prostu było. Bawiłam się w nim i z nim swobodnie, cieszyłam, aż do momentu, kiedy pojechałam na pierwszą kolonię, miałam chyba 8 lat. Wtedy usłyszałam, że jestem gruba, a dziewczynki z mojego pokoju śmiały się ze mnie i powtarzały to od czasu do czasu. Z tego czasu pochodzi jedno z najsmutniejszych moich zdjęć- mała ja, na tle wielkiego Bałtyku- zgarbiona, zawstydzona, z pochyloną głową i wzrokiem wbitym w piasek…To wtedy chyba uwierzyłam w to, że coś z moim ciałem jest nie tak, potem usłyszałam to jeszcze kilkakrotnie od innych osób, też bliskich i tak ruszyła machina kompleksów, nienawiści do ciała, wstydu. A zaczyna się od niewinnego na pozór bodźca z zewnątrz, jakiegoś głosu śmiejących się nastolatek, w który ni stąd ni zowąd zaczynamy wierzyć… A przecież ciało jest jakie jest. Doskonałe takie właśnie jakie jest, choć czasami trudno mi w to tak po prostu uwierzyć.

Beata Piskadło